Kilka miesięcy temu, podczas jednego ze spacerów po Chojnach natknęłam się na starszy, ozdobny budynek. Zwróciłam na niego uwagę, bo akurat ta część Łodzi nie obfituje w budowle z długim "stażem" - okolicę kilkadziesiąt lat temu zdominowały bloki z wielkiej płyty. Osiedle poprzeplatane jest mało ciekawymi domami jednorodzinnymi i prostymi, brzydkimi kamienicami czynszowymi, których także jest niewiele... zatem wśród tej nieciekawej architektonicznie okolicy widoczny z daleka ozdobny element wieńczący przednią elewację naprawdę zaciekawia i skłania do sięgnięcia po aparat. :)

Niestety nie znam historii tego domu. Być może jest to pozostałość majątku ziemskiego - jeśli tylko zdobędę więcej informacji, zapiszę je w kolejnych notkach - ku pamięci.
Podchodząc bliżej widać dokładnie, że czas nie był dla murów łaskawy.Koszmarny stan elewacji budzi żal. Ale nie wiem, co tu jest najgorsze - brak dbałości o, jakby nie było, nasze dziedzictwo czy wręcz przeciwnie - ślady ludzkiej działalności? Wystarczy popatrzeć i powyższy paradoks staje się zrozumiały. Dobudówki po lewej i prawej drażnią asymetrią - dodatkowo kłuje w oczy plastikowe okno z nowoczesnym podziałem, które tutaj przywodzi na myśl zupełnie inną (smutną) bajkę. Podejrzewam, że wcześniej były tam zadaszone tarasy bądź otwarte werandy i pewnie dopiero prlowskie braki lokalowe i samowolka mieszkańców przekształciły je w zamknięte części mieszkań. Czy warto dalej komentować efekt wizualny przeróbek?


Na dachu lśniące talerze Cyfrowego Polsatu kontrastują ze zniszczonymi miniattykami...


Podczas ostatniej wizyty dostrzegłam, że ogrodzenie jest chyba w trakcie remontu - chyba niedługo znów udam się w tamte rejony i zobaczę, co się zmieniło. Choć nie wierzę, że będę przyjemnie zaskoczona.
To nie upływające lata są największym wrogiem architektury, ale ludzie. Znam conajmniej jedno miejsce z równie wielkim pechem do swoich lokatorów. Może je kiedyś sfotografuję... ale to będzie równie smutna historia.