Blog ze zdjęciami Łodzi. Łódzkie zakątki, bardziej i mniej znane, architektura i życie codzienne, historia i współczesność. Fotografie miasta widzianego czysto subiektywnie.

niedziela, 23 stycznia 2011

A teraz reklama "po nowemu"

Była reklama rodem z PRL-u, teraz reklama nowoczesna. ;)



Czarna plama z przodu to moja psica, który lubi wchodzić w kadr.



W centrum miasta nie byłabym zachwycona podobną twórczością, ale tu na obrzeżach graffiti wygląda akceptowalnie (piszę to jednak z dużą ostrożnością).

Reklamę na żywo można oglądać na szczycie kamienicy na ulicy Rzgowskiej, za Kurczakami ale przed kościołem św. Wojciecha.

P.S. Tak myślę, że najwyższy czas wyściubić nos poza Chojny (choć nie wszystko jeszcze sfotografowałam a mróz nie sprzyja dalszym wędrówkom...)

środa, 19 stycznia 2011

" Z rozkazu Führera to miasto nazywa się Litzmannstadt"



Okazuje się, że łodzianie nie znają swojej historii. Mało kto kojarzy datę 19 stycznia z wyzwoleniem Łodzi spod okupacji hitlerowskiej. A tymczasem właśnie minęła 66 rocznica!

Nie będę się rozpisywać o wojennych dziejach miasta, bo zrobili to już bardziej zorientowani ode mnie - dla ciekawych polecam historię w pigułce na stronach Muzeum Tradycji Niepodległościowych:
http://www.muzeumtradycji.pl/page/index.php?str=108

Dla żądnych wiedzy dodatkowe linki:


Gdzieś w necie wpadła mi w oko refleksja internauty, że 19 stycznia to nie tylko rocznica wyzwolenia spod hitlerowskiej okupacji, lecz także rocznica przejścia pod okupację radziecką. Może więc nie ma czego świętować? Warto najpierw odpowiedzieć na pytanie, czy to komunizm był sprawcą "wiecznego" łódzkiego pecha, czy też pech narodził się wraz z zalążkiem tego, co stanowiło o wyjątkowości miasta - jego wielokulturowości.

*zdjęcie pochodzi z Wikipedii - widzimy plac Wolności (wtedy Deutschlandplatz), w tle po lewej Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne, po prawej kościół pw. Zesłania Ducha Świętego; napis na tablicy głosi " Z rozkazu Führera to miasto nazywa się Litzmannstadt"

sobota, 8 stycznia 2011

Czy w Łodzi są krasnale?

Okazuje się, że jest ich całkiem dużo. :D

Prawdziwe krasnale Łodzi

Ubawiłam się setnie oglądając zdjęcia. Szkoda tylko, że chyba od dłuższego czasu blog nie jest aktualizowany. Czyżby już wszystkie krasnoludki łódzkie zostały policzone?

Mimo wszystko polecam wizytę, fajnie spojrzeć na miasto z takiej perspektywy . :)

piątek, 7 stycznia 2011

Historia, która niszczeje - część1

Kilka miesięcy temu, podczas jednego ze spacerów po Chojnach natknęłam się na starszy, ozdobny budynek. Zwróciłam na niego uwagę, bo akurat ta część Łodzi nie obfituje w budowle z długim "stażem" - okolicę kilkadziesiąt lat temu zdominowały bloki z wielkiej płyty. Osiedle poprzeplatane jest mało ciekawymi domami jednorodzinnymi i prostymi, brzydkimi kamienicami czynszowymi, których także jest niewiele... zatem wśród tej nieciekawej architektonicznie okolicy widoczny z daleka ozdobny element wieńczący przednią elewację naprawdę zaciekawia i skłania do sięgnięcia po aparat. :)



Niestety nie znam historii tego domu. Być może jest to pozostałość majątku ziemskiego - jeśli tylko zdobędę więcej informacji, zapiszę je w kolejnych notkach - ku pamięci.
Podchodząc bliżej widać dokładnie, że czas nie był dla murów łaskawy.Koszmarny stan elewacji budzi żal. Ale nie wiem, co tu jest najgorsze - brak dbałości o, jakby nie było, nasze dziedzictwo czy wręcz przeciwnie - ślady ludzkiej działalności? Wystarczy popatrzeć i powyższy paradoks staje się zrozumiały. Dobudówki po lewej i prawej drażnią asymetrią - dodatkowo kłuje w oczy plastikowe okno z nowoczesnym podziałem, które tutaj przywodzi na myśl zupełnie inną (smutną) bajkę. Podejrzewam, że wcześniej były tam zadaszone tarasy bądź otwarte werandy i pewnie dopiero prlowskie braki lokalowe i samowolka mieszkańców przekształciły je w zamknięte części mieszkań. Czy warto dalej komentować efekt wizualny przeróbek?






Na dachu lśniące talerze Cyfrowego Polsatu kontrastują ze zniszczonymi miniattykami...









Podczas ostatniej wizyty dostrzegłam, że ogrodzenie jest chyba w trakcie remontu - chyba niedługo znów udam się w tamte rejony i zobaczę, co się zmieniło. Choć nie wierzę, że będę przyjemnie zaskoczona.

To nie upływające lata są największym wrogiem architektury, ale ludzie. Znam conajmniej jedno miejsce z równie wielkim pechem do swoich lokatorów. Może je kiedyś sfotografuję... ale to będzie równie smutna historia.